Konkurs – Wygraj kalendarz na rok 2014!

KONKURS ZAKOŃCZONY

Do wygrania w konkursie jest 10 egzemplarzy jedynego w swoim rodzaju kalendarza księgarni TaniaKsiazka.pl na rok 2014 oraz 2 książki!

Aby wziąć udział w konkursie, należy w komentarzach poniżej (do tego wpisu) napisać propozycję jednego działania, które mogłoby przyczynić się do rozwoju czytelnictwa w naszym kraju oraz polubić artykuł i udostępnić go na swoim profilu fb.

Liczy się oryginalność. Najlepsze pomysły zostaną nagrodzone kalendarzem na rok 2014, zaprojektowanym przez księgarnię TaniaKsiazka.pl. Dodatkowo 2 pierwsze miejsca oprócz kalendarza zostaną nagrodzone książką – Dzieci Hannibala i Kobiety Zygmunta Augusta:

Dzieci Hannibala - John Maddox Roberts Kobiety Zygmunta Augusta - Iwona Kienzler
  1. Konkurs potrwa do 22 stycznia 2014 włącznie.
  2. Wyniki zostaną ogłoszone w przeciągu 24h od zakończenia konkursu.
  3. Komentarz musi być własnego autorstwa. Umieszczanie treści skopiowanych z istniejących źródeł w sieci jest niedozwolone. Takie wpisy zostaną zdyskwalifikowane.
  4. Każda osoba może umieścić pod wpisem wyłącznie jeden komentarz kwalifikujący się do konkursu.

Kalendarz 2014 TaniaKsiazka.pl

***

Lista zwycięzców:

  • Anna Pszczułkowska – książka „Dzieci Hannibala”;
  • Justyna Pawłowska – książka „Kobiety Zygmunta Augusta”;
  • Agnieszka Wodecka;
  • Marcin Ł.;
  • Anita;
  • Gosia Marciniak;
  • Iwona Banach;
  • Kamila Duszyńska;
  • Ewa Rudol;
  • GBP Jeleśnia.

Osoby wytypowane prosimy o kontakt na maila pawel.mieczkowski@kierus.com.pl. W tytule maila prosimy wpisać (UWAGA) „Blog TaniaKsiazka.pl”, a w treści dane korespondencyjne.

Przeczytaj także

  • Marcin Ł.

    Witam,

    Rozwój czytelnictwa w naszym kraju zależy moim zdaniem głównie od tego co robimy my, rodzice. Czy czas, który spędzamy naszymi dziećmi poświęcamy na wspólną zabawę, czytanie książek, przeglądanie atlasów i encyklopedii oraz inne kreatywne rzeczy. Jeżeli nie poświęcimy uwagi na to, co robią nasze dzieci, na czym się koncentrują, jak spędzają czas w domu, możemy zapomnieć, że dzieci zwrócą uwagę na książki same z siebie jeżeli mają wybór między papierową książką, która wymaga skoncentrowania się, skupienia a telewizorem czy komputerem, gdzie wszystko się rusza i nie wymaga od nas niczego.

    Jestem ojcem dwójki dzieci, 3 letni syn, 4 letnia córka. Od najmłodszych lat koncentrujemy się z żoną na tym, aby nasze dzieci miały styczność z książkami i ku naszej wielkiej uciesze dzieci uwielbiają kiedy im czytamy, uwielbiają same przeglądać atlasy zwierząt czy roślin. Interesują się przyrodą, wszelkiego rodzaju żyjącymi stworzeniami. Oczywiście lubią oglądać bajki, niemniej nad tym mamy z żoną kontrolę, gdyż nie posiadamy w domu telewizora, jest on nam zbędny. Zamiast siedzieć przed ekranem wspólnie rysujemy, wycinamy, wyklejamy, tworzymy różne rzeczy. Zawsze jednak w ciągu dnia pojawia się czas na książki i nie mówię tylko o bajce na dobranoc.

    Naszym zdaniem, moim i żony, w ten sposób nasze dzieci rozwijają swoją wyobraźnię i kreatywność o wiele szybciej. Sami również czytamy książki, co jest też przykładem do naśladowania dla naszych pociech.

    Czas płynie tak szybko, że przyszłość czytelnictwa zależeć będzie od naszych dzieci, a to czy nasze dzieci będą chciały i lubiły czytać zależy od nas, rodziców. Zatem rodzice do dzieła!

    Pozdrawiam
    Marcin

  • Anna Pszczułkowska

    Witam,

    Proponuję drobną, ale moim zdaniem ważną rzecz – zwrot podatku
    za zakup książek, nieważne czy podręczników, atlasów, czy romansów. Pewnie ktoś zarzuci, że to w tym kraju niemożliwe, ale jeśli możliwe są odliczenia podatku za materiały budowlane czy internet, to dlaczego nie za książki?

    Nie da się ukryć, że książki są drogie. Osobiście czytam ok. 100 stron dziennie, przeciętna książka przygodowa ma ok. 300 stron, a kosztuje 40-50zł (dobra książka w zwykłej, „stacjonarnej” księgarni). Z tego wynika, że czytam ok. 10 książek miesięcznie, co daje 500zł, czyli 1/3 mojej pensji. Szukam gdzie tylko mogę tanich książek, dobrych antykwariatów i bibliotek, bo niestety na takie wydatki mnie nie stać.

    Może zwrot podatku nie byłby zbyt wielki , ale zawsze obniżyłby koszty czytania, które moim zdaniem są też edukacją – nie tylko sztuką i kulturą. Czytając powiększamy swój zasób słownictwa, zaznajamiamy się w przyjemny sposób z gramatyką i zasadami pisowni, uczymy się myśleć nieszablonowo,
    szukać innych dróg, nietypowych rozwiązań, inspirujemy się do tworzenia „większych” rzeczy; a co ostatnio bardzo ważne – mamy o czym rozmawiać.

    Zamiast wydawać pieniądze na medialne akcje społeczne (często niewidoczne lub niezrozumiałe) wydajmy pieniądze na książki:).

  • Kamila Duszyńska

    A może urozmaicenie listy lektur w szkołach? Więcej pozycji dostosowanych do gustu dzieciaków. W klasach I-III, fantastyczne książki Grzegorza Kasdepke. Świetnie napisane, humorystyczne historyjki o Bartusiu bądź Kubie i Bubie. W gimnazjum/liceum, bardzo modny ostatnio John Green i piękna opowieść o Hazel i Augustusie „Gwiazd naszych wina”. Może Sapkowski? Bądź pozostawmy wybór lektury samym żakom. Mam wrażenie, że dzieciaki i młodzież sięgałaby po książki znacznie częściej niż teraz. A sami nauczyciele musieliby wykazać się większą kreatywnością w przygotowaniu zajęć. Oczywiście nikt nie mówi,że powinniśmy zaniechać czytania polskich klasyków i epopei narodowych ale może lekcje języka polskiego, powinny zacząć iść z duchem czasu?

  • Gosia Marcinkowska-Swojak

    A gdyby tak w środkach komunikacji miejskiej, zamiast głośno puszczanego radio, serwującego czasem muzykę nie do zniesienia, pozwolić pasażerom posłuchać dobrych audiobooków? Oczywistym jest, że pasażer wysłuchałby zaledwie fragmentu książki, być może jednak zdążyłby się wciągnąć do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia zajrzałby do księgarni lub biblioteki, aby móc poznać resztę historii. Ponadto byłaby to swego rodzaju forma promocji nowych form książkowych, pokazująca niektórym, że do czytania nie potrzeba wcale tak wiele wolnego czasu przy stole czy na kanapie z papierową książką w ręce, ale, że czytać można również w trakcie wykonywania innych czynności, np. sprzątania, prasowania, majsterkowania, czy właśnie podróży, samochodem, autobusem lub tramwajem.
    Rozwiązanie to oczywiście trzeba dobrze przemyśleć, a pomysł dopracować. Pojawią się głosy, że przecież pasażerowie chcą rozmawiać w czasie podróży, tak między sobą, jak i przez telefon komórkowy. Wydaje mi się jednak, że audiobooki płynące z autobusowych czy tramwajowych głośników nie przeszkadzały by tak bardzo. A być może uciszyłyby nieco tych pasażerów, którzy nieświadomi donośności własnych głosów wrzeszczą wręcz do komórek lub swych towarzyszy, sprawiając, że cały wagon musi wysłuchiwać ich, najczęściej, narzekań.
    Dla opornych lub tych, którzy i tak książki (w takiej czy innej formie) w komunikacji miejskiej czytają i głos audiobooka mógłby ich rozpraszać, można oznaczać wagony, w których lecą audiobooki i te, w których słychać radio. Można by wybrać pory dnia, w których lecą audiobooki lub cyklicznie wprowadzać je na konkretnych liniach. A już prawdziwą atrakcją byłaby możliwość posłuchania audiobooka ‚na żywo’, kiedy wraz z pasażerami podróżowałby komunikacją jakiś znany głos i bezpośrednio w autobusie czy tramwaju przez mikrofon dzieliłby się historiami. Ale tu już chyba przesadzam z fantazjami. Może na początek zwykłe słuchanie w drodze do i z pracy?
    Pozdrawiam 🙂

  • Ewa Rudol

    Dobry film zazwyczaj ma dobry zwiastun. Pełny napięcia, z
    narastającą adrenaliną, tak by swoje apogeum miała w momencie podania
    tytułu. Mocna muzyka, albo też wzruszająca
    do bólu, szokująca, zgrana z najlepszymi momentami filmu. Pokolenie, które woli
    oglądać obrazki niż uzbroić się w wyobraźnie, głównie ślęczy przed
    telewizorem/komputerem. A gdyby tak po prostu kręcić zwiastuny KSIĄŻEK? Ile
    razy oglądamy jakiś trailer filmu, czy to w TV, kinie, Internecie i zaraz potem
    mówimy ,,rany, musze to obejrzeć”. Upowszechnienie reklamy książek. Oczywiście
    pojawia się pewna problematyka. Co można w nim pokazać (radio nie ma tego
    problemu rzecz jasna). Otóż czemu by nie odsłaniające rąbki tajemnicy cytaty,
    czytane przez celebrytów, bądź jednych ze znamienitszych lektorów? Ile ludzi ma
    wręcz niebywałe zdolności w tworzeniu multimediów, efektów? Wystarczy
    zaciekawić człowieka, pokazać mu drogę ku księgarni. Oczywiście to też mogłoby
    zesłać na biblioteki rzesze błagalników, domagających się zakupienia na rzecz
    instytucji publicznej danego woluminu. Ale komu to by przeszkadzało. Film może
    się zareklamować. Może książka też chce, ale zostaje w cieniu, wśród tych, którzy
    kochają swoją wyobraźnię. Rozumiem, że,, rzucanie” w ludzi książkami mogłoby przynieść
    podobny efekt. Książka w tramwaju, książka w autobusie, książka w szkole, ale
    znając buntowniczą naturę naszego pięknego słowiańskiego narodu, w środkach komunikacji
    miejskiej zaczęto by narzekać, w szkole arcydzieła fantasy stały by się czymś
    ,,do zaliczenia” (uwierzcie znam moich rówieśników, którzy szczycą się nieprzeczytaniem
    ŻADNEJ LEKTURY, a ,,hobbit” to już zupełnie nuda – nie to co film). W każdym bądź
    razie, chodzi o to by piętnować średnią krajową w czytanych książkach na rok i
    zmusić przeciętnego zjadacza chleba, by sam ruszył się by poszerzać horyzonty.
    Czasem najlepsze rozwiązanie wydaję się o wiele bardziej efektywne, niż te
    wymyślne, dające szanse tylko dużym miastom. Walorem mojego sposobu jest powszechność,
    prostota i przede wszystkim to, że przyszły czytelnik wcale nie wie, że jest
    podpuszczany. Po prostu wydaje mu się, że to musi być naprawdę dobre, skoro
    pojawiło się w TV, a nie wierze, że czas antenowy poświęcony na leki przeciw
    gorączce nie mógłby być zastąpiony przez wybitnych twórców literatury.

  • Romuald

    Więcej reklam w telewizji bo tam są tylko reklamy o lekach a brakuję o książkach!

  • Miszka Miszka

    Ja proponuję książki w poczekalniach szpitalnych i przychodniach, jeśli kogoś zaciekawi książka to na pewno ją kupi by doczytać!

  • Agnieszka Wodecka

    Najgorsze jak do czytania się zmusza, ja długo byłam zniechęcona aż dostałam książkę, piękną powieść, która przeniosła mnie do tej znienawidzonej historii drugiej wojny światowej, okazało się, że jednak można kochać książki i się w nich zatracać. Dlatego dobrym sposobem na promocję czytelnictwa jest umożliwianie czytania. Może warto pomyśleć nad większą ilością kawiarni, w których oprócz kawy można sobie poczytać. Place zabaw dla dzieci, tam również można siedzieć i czytać – gazety. Może warto zainwestować i stworzyć w takich miejscach małę biblioteczki, gdzie rodzice mogliby czytać kiedy ich pociecha się bawi. W kawiarni przy kawie i ciastku podejść do półki i wybrać jakiś bestseller nawet z przed kilku lat. Gdyby takie miejsca były częściej spotykane sama bym do nich chodziła by mieć tę chwilę dla siebie i książki. Być może więcej zabieganych mam i nie tylko y z takiej opcji korzystało?

  • Kasia Kowal

    Witam serdecznie!

    Jak można by przyczynić się do rozwoju czytelnictwa w naszym kraju?

    Myślę, że warto by było pozwolić człowiekowi odpocząć od pracy. Właśnie książką. Ale skąd na to wziąć więcej czasu i powiązać ze sobą przyjemne z pożyteczym?
    Otóż, sugeruje aby za każdą jedną przeczytaną książkę przez osobę dorosłą, w prezencie dawać jeden dzień urlopu :).
    Gwarantuje, że jeśli ktoś raz zacznie czytać, nie będzie umiał oderwać się od narkotycznego wręcz działania literatury.
    Tylko dajmy sobie więcej czasu na czytanie. Sobie nawzajem i sobie samemu.

    Pozdrawiam

  • Krzysztof Gąsiorowski

    Uważam, że jeśli wprowadzonoby zakaz czytania oraz posiadania książek, czytelnictow w Polsce wzrosłoby dyrastycznie.

  • Iwona Banach

    Wszystkie sposoby są dobre, niestety
    nie wszystkie realne. W tym kłopot. Mój pomysł jest możliwy do
    zrealizowania i to małym kosztem. Należałoby wprowadzić w
    szkole, w klasach 1-5 jedną godzinę tygodniowo „czytelnictwa”.
    Na tej godzinie nauczyciel czytałby głośno uczniom książki. Na
    każdej lekcji fragment innej książki, początkowo wybierałby sam,
    potem uczniowie mogliby proponować lektury. Jestem pewna, że po
    kilku takich lekcjach uczniowie zaciekawialiby się, „co jest
    dalej” i powoli, powoli sięgaliby po książki. Nie po wszystkie
    oczywiście, tylko po te, które zainteresowałyby danego ucznia.
    Uczniowie mogliby być też w jakiś „delikatny” sposób
    oceniani, ale tylko dla zachęty, czyli nie przeczytałeś, nie ma
    problemu, przeczytałeś, opowiedziałeś dobra ocena. To mogłoby
    zadziałać, ale tylko w młodszych klasach, bo wydaje mi się, że
    właśnie tak trzeba zacząć, z dorosłymi byłoby o wiele trudniej.
    Proponuję więc nie tyle rozwijać czytelnictwo, ale wychować nowe
    pokolenie czytelników, czyli najzwyklejsza „praca u podstaw”,
    ale daje rezultaty!

  • Marzena Strawa

    Czytelnictwo a szpinak
    Obowiązkowa, szkolna lektura to jest to, co
    niestety zamiast przyciągać – na ogół odpycha od czytania. Program
    lektur szykują przecież dorośli, którym się często tylko wydaje, że to
    czy tamto trzeba przeczytać. To jest ich dorosły punkt widzenia, bo w
    wieku lat trzydziestu, czterdziestu itp. nie pamięta się fascynacji z
    okresu lat kilku czy kilkunastu. Może nie twórzmy listy obowiązkowej,
    tylko niech każdy sobie sam wybierze lekturę wiedząc, że ileś tych
    książek jednak musi przeczytać. Przeczytać, a nie znaleźć streszczenie,
    które jest wszędzie dostępne. To będzie wolny wybór wolnej książki, a
    nic tak nie odrzuca jak przymus ( szczególnie dzieci). Jeśli natomiast
    dzieci nie wyniosą nawyku czytania, to jako dorośli pewnie już czytać
    nie będą. Porównam to do tego nieszczęsnego szpinaku, podawanego w
    przedszkolu w postaci papki. Miałam go dość na dłuższą część życia,
    dopiero niedawno odkryłam go na nowo. Nie jadłam go, bo kojarzył mi się z
    przymusem, z czyś paskudnym. Na szczęście książki czytałam zawsze z
    przyjemnością i w dużych ilościach i tak mi zostało do tej pory. Zero
    przymusu dla książki. Przecież książka powinna być dla nas cudownym
    odkryciem i pięknym wyzwaniem, a nie zieloną breją ze zdrowego, ale
    niefajnie podanego szpinaku.

  • Anna Borkowska

    Witam. Ja również jestem tzw. ” pochłaniaczem” książek. Mam 35 lat, także nie zaliczam się do pokolenia wychowanego na tabletach i laptopach, a tradycją w moim domu było czytanie książek. Myślę, że ludzie nie czytają gdyż w wirze obowiązków zawodowych i prywatnych nie mają na to czasu lub po prostu nie wynieśli tego z domu i nie sprawia im to przyjemności. Myślę, że dobrym antidotum byłoby umieszczanie ciekawych fragmentów książek w darmowych gazetach typu np. „Metro” , które dużo osób czyta z nudów jadąc np. do pracy. Być może fabuła książki zachęciłaby do jej kupna czy też do wizyty w bibliotece . W ten sam sposób można by umieszczać fragmenty książek .na często odwiedzanych stronach i lub forach internetowych. Na przykład fragmenty książek kucharskich pojawiłyby się na stronach kulinarnych , horrorów na stronach wielbicieli grozy itp.

  • Robert

    Myślę, że dobrym pomysłem byłoby puszczanie w tzw. obieg przez zostawianie w specjalnie oznaczonych miejscach np. na ławkach, przystankach autobusowych, tramwajowych w poczekalniach na dworcach,stacjach benzynowych, w marketach itp. już przeczytanych książek. Podobna akcja odbyła się już kiedyś w moim rodzinnym mieście Poznaniu i z tego co pamiętam cieszyła się bardzo dużym powodzeniem, jednak trwała zdecydowanie za krótko. Żeby trwale zachęcić do czytania akcja taka musiałaby mieć charakter długofalowy, zasięg ogólnokrajowy i być nagłośniona przez media, radio, prasę. Każdy powinien zakorzenić sobie w pamięci informację w jakich miejscach może spodziewać się ciekawej książki.

  • CharlesMonroe

    Wynająć co najmniej 16 (na każde województwo jeden) śmigłowców, zapakować je po dach książkami, zatrudnić po parę osób (tylko nie na umowę śmieciową!) wzbić się w niebo i urządzić książkowe bombardowanie. Książeczka tu, encyklopedia tam, a temu panu w głowę słownikiem… Po opróżnieniu zapasów, powrót do bazy, załadunek i tak do skutku, aż ludzie będą wiedzieć co to jest książka i z czym to się je (najlepiej „palcyma” i powoli żeby się nie zakrztusić). Oczywiście, w przypadku takiego bombardowania może nie udać się uniknąć ofiar (tzw. „booklips damage”), no ale w taki sposób łatwo odseparuje się miłośników książek (od dnia bombardowania to będą wszyscy ocaleni) od ich przeciwników (tzw. ofiary, czyli wszyscy ci, którzy nie lubili książek i ci, którym się nie udało). Tylko w taki sposób uda się stworzyć na powrót społeczeństwo czytające, lubiące czytać oraz nie mające wyboru i muszące czytać. Poza tym wszyscy zdrowi, a najlepsza książka kucharska to ta autorstwa Hannibala Lectera. ;P

  • Anna Cała

    Muszę przyznać, że wiele z dotychczasowych pomysłów jest rewelacyjnych! To trzeba chociaż spróbować wykorzystać.
    Na pewno trzeba zaczynać od dziecka, więc moja propozycja: każde dziecko powinno dostawać zestaw książeczek już w szpitalu położniczym (wybranych przez osoby, które znają się na rzeczy, bo Ministerstwo Kultury sfinansowało jakieś paskudztwo pt. bodajże Moja pierwsza książka – ona raczej nikogo nie zachęci). A potem na każde urodziny. To drogi plan, ale to przecież inwestycja, która zwróciłaby się sowicie i szybko. Przy okazji byłoby to wsparcie dla rynku książki. A co, jak da się dotować rolników, to czemu nie ludzi kultury?

  • Gosia Marciniak

    Ja nie będę się rozpisywać. Moja propozycja jest prosta i myślę, że każdemu się spodoba. Za każde 10 przeczytanych książek otrzymywalibyśmy upust na zakup benzyny 😉 Dzięki temu zaoszczędzone pieniądze moglibyśmy wydać na kolejne książki 🙂

  • ela

    mam 56 lat i czytam od szkoły podstawowej,książki szczególnie ,po prostu nie wyobrażam sobie dnia ,wekendu bez książki,jednak to trzeba polubić mieć to tzw,( we krwi) i mam nadzieję że tak myśli większość 🙂

  • Piotr Pietrzak

    Od wielu lat na sile nabiera zjawisko filmowych adaptacji książek. Nawet takich, które dopiero pojawiły się na rynku. Albo wręcz odwrotnie – na rynku pojawiają się wznowienia książek (lub pierwsze wydania), bo film robi furorę w kinach. Wydawnictwom wydaje się, że może w ten sposób ugrać trochę grosza, bo niektórzy widzowie sięgną po książkę – nieważne po jakiej cenie.
    Moją propozycją jest obniżanie cen książek, które doczekały się filmowej adaptacji. Polegałoby to na tym, że po seansie z biletem w ręku można wybrać się do księgarni, biorącej udział w akcji. Na miejscu na książkę, będącą źródłem scenariusza dla filmu, uzyskuje się 50% rabatu albo obniżkę o wartość ceny biletu. Egzemplarz musiałby otrzymać specjalną naklejkę na okładkę albo pieczątkę na pierwszej stronie, a bilet natomiast musiałby zostać odebrany od klienta. W ten sposób książka nie zostanie sprzedana w oficjalny sposób, a klient nie skorzysta z biletu wielokrotnie.

  • Joanna Szwant

    Gdzieś kiedyś przeczytałam czy usłyszałam, że czytają te dzieci, które widzą że ich rodzice też czytają. Czy tak jest faktycznie nie wiem? Jest to jednak mocno prawdopodobne. Sama pamiętam, że czytałam od zawsze. W zasadzie w podstawówce nie wychodziłam z biblioteki. W liceum czytałam, chociażby po to by imponować starszemu chłopakowi (może głupi powód, ale czy to ważne 😉 U mnie w domu czytała: mama, tata, dziadek. Książki zawsze były obecne na naszych półkach i w sercach. Tak więc najważniejsze, to pokazywać naszym dzieciom od początku, że książki są ważne dla nas. Nie zmusimy nastolatka do czytania jeżeli sami nie będziemy czytać. W końcu rodzic jest wzorem. Tak więc niech to będzie dobry wzór.

  • Lew Salonowy

    Usunęłabym wszystkie komputery i telewizory 😉

  • Justyna Pawłowska

    Uważam, że dobrym pomysłem byłaby biblioteka w miejscu
    pracy. Można by tam znaleźć książki zgodne z profilem działalności firmy (i nie
    tylko). Pracownik, sięgając po pozycję związaną z wykonywaną przez niego pracą,
    uczyłby się przecież czegoś nowego, co zwiększałoby jego wiedzę i podnosiło
    kwalifikacje. Później, aby zweryfikować, czy rzeczywiście dana pozycja została
    przeczytana, mógłby napisać krótko, co wyniósł z lektury, czego nowego się
    dowiedział i co warto wg niego zapamiętać.

    Kilkunastu pracowników, którzy w danym miesiącu przeczytało
    najwięcej publikacji, otrzymywałoby dodatkowe wynagrodzenie. Bo przecież czas
    poświęcony na książkę, byłby też czasem poświęconym pracy, więc czemu by tego
    nie nagrodzić? Pracownik, który czyta = bardziej wykwalifikowany pracownik, a
    taki jest cenny dla pracodawcy.

    Po przeczytaniu np. trzech pozycji związanych z
    działalnością firmy, taka osoba mogłaby wybrać inną pozycję, np. najnowszy
    bestseller (a gdyby jeszcze biblioteki miejskie zgodziły się na swego rodzaju współpracę, to byłoby super!).

    Wydaje mi się, że każda osoba, która przystąpiłaby do takiej
    akcji, automatycznie zaczęłaby sięgać po książki i w wolnym czasie.

  • GBP Jeleśnia

    My przytoczymy przykład z własnego podwórka – w myśl zasady „Czym skorupa za młodu nasiąknie…” propagować czytanie prawie od chwili narodzin 🙂 Taka akcja prowadzona w naszej Bibliotece składa się z wielu elementów: od uświadamiania młodym rodzicom, jak ważne jest obcowanie z książką już kilkumiesięcznych maluchów poprzez stworzenie w naszych placówkach przytulnych, kolorowych Kącików Maluszka z odpowiednimi mebelkami, akcesoriami, zabawkami, pluszakami i książeczkami-zabawkami. Niektóre z tych książeczek nawet nie przypominają klasycznej książki – grają melodie, wydają dźwięki zwierząt, są pluszowe lub wykonane z nieprzemakalnej ceratki, są okrągłe jak piłka lub mają kształt zwierzątka…I małymi kroczkami (?!) „tworzymy” czytelnika, który za moment sięgnie po baśnie, opowiadania, powieści młodzieżowe i w końcu…poważną literaturę. To trochę trwa, ale warto!!! PS. Dobrze zaopatrzona w nowości (głównie tego się poszukuje) i z całym arsenałem innych działań i możliwości, jakie ma współczesna Biblioteka (bezpłatny internet, szkolenia, spotkania, organizowanie czasu wolnego dla dzieci i młodzieży, spotkania autorskie i wiele, wiele innych…) to też ogromna szansa na rozwój czytelnictwa nie tylko w Polsce!

  • Ireneusz Jan Ziętek

    Niedawno byłem świadkiem skutecznego zniechęcenia dzieci do czytania książek.
    Po przeczytaniu pięknej lektury jedynym pytaniem sprawdzającym wiedzę było pytanie o wygląd głównej bohaterki. Wyobraźnia dziecka i jego zainteresowanie osiągnięciami bohatera a także pozytywne naśladownictwo położono na szali z obrazem wykreowanym i narzuconym przez autorkę marginalnie na samym wstępie niewątpliwie ciekawej książki. Zmiana nastawienia nauczycieli i wychowawców poprzez zezwolenie młodemu Czytelnikowi na rozwijanie swojej wyobraźni to rozwiązanie problemu i szansa na rozwój czytelnictwa.

  • Paula Filip Szyszko

    W Polsce czytanie kuleje częściowo z powodu cen książek, częściowo z powodu lenistwa ale według mnie najważniejsze jest wychowanie. Jeśli dziecku nikt nie czyta, nie widzi czytających rodziców, nie zaszczepi się w nim miłości do książek. Czytanie rozwija wyobraźnię, wzbogaca słownik, pomaga dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, przeżywać wspólnie z bohaterami najrozmaitsze przygody, jednak przegrywa walkę z internetem czy filmem. To jest wynik podejścia już od najmłodszych lat, gdzie właśnie tv jest metodą zajęcia dziecka, gdyż jest to łatwiejsze. I tu pojawia się mój pierwszy pomysł. Akcja edukacyjna dla rodziców o walorach i znaczeniu czytania. Akcje wspólne czytanie ze znanymi osobami, idolami też pomoże.
    Kolejny punkt to edukacja szkolna. Zmuszanie dzieci do czytania konkretnych książek, często nieaktualnych dla nich, nieciekawych czy wręcz za trudnych skutecznie zraża. W ramach zmiany programowej, powinno się wprowadzić możliwość wyboru spośród listy lektur oraz jej stopniowe uaktualnianie. Jest wielu wielkich i ważnych dzieł umieszczone na obecnej liście, lecz zostawmy je dla tych co je zrozumieją i zechcą przeczytać. Zarzucanie ciężkich lektur osobom nie zmotywowanym przyniesie odwrotny skutek od zamierzonego, tj ściąganie, opracowania, filmy i ogólna niechęć. Jeśli będą mogli wybrać i zacznie im się to podobać, będzie z tego lepszy efekt niż z klasówki na której ktoś będzie ściągał i dostanie 5 ale zapomni za godzinę o co w tym chodziło. Lepszym już rozwiązaniem jest pozwolenie wybrania sobie np 2-3 książek na semestr i przygotowanie prezentacji na ten temat. Obowiązkowo uaktualniajmy stan posiadania bibliotek. Na ten cel przekażmy pieniądze z podatku nałożonego na książki lub doliczmy tą symbolicznązłotówkę do cen.
    Przydatne też były by audycje z czytanymi książkami w radiu lub puszczanie audiobooków, choćby fragmentów.
    Ciekawym rozwiązaniem jest akcja pozostawiania książek w różnych miejscach gdzie ludzie siedzą bezczynnie, np kolejka do lekarza, autobus.
    Jak już wcześniej pisałem, ceny są jednym z powodów spadku czytelnictwa. Rozwój kultury w narodzie jest ważny, by go umożliwić i pomóc czytelnictwu w walce z oglądactwem, proponuję zniesienie VATu lub wprowadzenie stawki symbolicznej, już pomoże stanieć. Kolejną możliwością jest odliczenie od podatku jak w przypadku internetu (tu widać było wyraźnie zmianę, więc można sądzić, iż taka ulga pomoże realnie). Jeśli Państwo pomoże wydawnictwom i pisarzom tak jak przemysłowi filmowemu,(dotacja, ulgi) możemy liczyć na spadek cen co pociągnie za sobą kupujących i wzrost.

  • Marta Korycka

    Proponuję wprowadzić odpis od podatku za zakupione
    książki, ebooki. Ale mimo wszystko także jestem za obniżeniem cen książek.

  • Justyna Żak

    Aby były punkty wymian książek. Jedna osoba, która przeczyta książkę oddała ją do takiego punktu za drobną opłatą , a w zamian odbierze kolejną książkę. W takim obiegu krążyłyby najnowsze wydania i każdego byłoby stać.

  • Anita

    A gdyby tak wyjść z książką poza bibliotekę? Wielu
    ludziom biblioteka kojarzy się ze skostniałym systemem i pokrytą kurzem babcią
    za ladą, która broni książek przed zniszczeniem 😉 Można zrobić mobilną wypożyczalnię, na
    powietrzu. Tam gdzie np. w lecie czy podczas ferii większość z nas lubi
    przebywać czy to plaża, jezioro, zalew, rynek w mieście czy na wsi, park,
    bacówka. I zamiast krzyczeć „lody, jagodzianki zimne piwo” można krzyknąć „książki!
    Świeże książki!” Połączyć przyjemne z pożytecznym 😉 można tez zamiast ulotek kredytu
    rozdawać ludziom ulotki z fragmentami książek, zamiast badziwenych dodatków do
    gazet można by dołączyć mini książki, lub nawet całe książki; lub powrócić do
    całkiem dobrego zamysłu jaki kiedyś był w gazetach codziennych- drukować
    fragmenty powieści. Jestem pewna, że czytelników to zainteresuje. Sama
    przeglądając stare gazety w bibliotece z szalonym zainteresowaniem wertowałam
    kolejne egzemplarze w poszukiwaniu kolejnego odcinka powieści. Kolejnym
    pomysłem jest książka na telefon. Jest tyle babć i dziadków unieruchomionych w
    domu (szczególnie w zimie) można by rozszerzyć ofertę biblioteczną o taki
    książkowy telefon. Wszak babcie i dziadkowie czytają wnukom bajki, a nie zawsze jest możliwość czasowa czy
    finansowa dla książek. Czym skorupka za młodu nasiąknie tym bibliofilstwem na
    starość trąci 😉

  • Anna Weronika Kos

    W tej chwili jest 12 751 osób (ta jedna osoba to ja!!!), które Was lubią
    na Facebooku. Każda z tych osób ma znajomych, których może warto byłoby
    zaprosić do zapoznawania się z ciekawymi pozycjami wydawniczymi np.
    „Inspirujące Książki – czyli co warto przeczytać i dlaczego”. Każdy –
    oczywiście chętny – uczestnik pisze recenzję zachęcającą znajomych do
    czytania, odwiedzenia Waszej Księgarni oraz powód dlaczego akurat ta
    książka i ta księgarnia. To moja propozycja jednego działania dla
    Najlepszej Księgarni Internetowej. Pozdrawiam serdecznie.